12 lutego 2017

Być człowiekiem

Nie jesteś stworzony do mechanicznego odtwarzania tych samych korporacyjnych czynności niczym robot. Nie żyjesz tu na Ziemi dla wykupywania produktów ze sklepowych półek, dla zbierania rzeczy, ani dla konta w banku. Nie istniejesz by odhaczać życiową checklistę i sztucznie kreować czy odtwarzać wzorce. Jesteś stworzony, żeby być Człowiekiem. Istniejesz dla dobra i szczęścia. Otrzymałeś serce, które ma kochać, i dwoje ramion, mających objąć drugiego człowieka.

W ciepłe sierpniowe popołudnie siedząc na jednej z ławek na Jasnych Błoniach w Szczecinie staram się cieszyć powietrzem, zielenią drzew i ładną pogodną. A że dopiero zaczęłam się tego uczyć, wcale mi to nie wychodzi. Trzymam książkę i czytam, choć właściwie tylko gapię się na poskładane litery, bo tak naprawdę przed oczami mam wydarzenia z przeszłości, które przechodzą właśnie przez moją głowę. Nie widzę wcale przyszłości i to mnie przeraża. Natomiast teraźniejszość przygniata. Czuję się jakbym była obdarta ze skóry z poszarpanymi, krwawiącymi jeszcze uszkodzonymi włóknami. Siedzę spokojnie, jak zwykle z zaszklonymi oczami. Tak jakby mnie i tych ludzi przechadzających się ścieżkami dzieliła szyba.

W pewnym momencie tę szybę rozbija wózek. Elektryczny wózek inwalidzki. Dawid podjechał dość blisko mnie. Podniosłam głowię, a on zapytał „możemy pogadać”? Nie miałam ochoty układać słów w zdania. Odmówiłam. Odrzekł rozczarowany – „Nie jestem żadnym przedstawicielem handlowym, nic nie sprzedaję, nie jestem żebrakiem, nie chcę pieniędzy, chcę tylko pogadać”. Spojrzałam na niego. Dawid – mężczyzna po czterdziestce, cały powykręcany, z gałkami ocznymi powywijanymi na drugą stronę, jąkający się na elektrycznym wózku inwalidzkim. Nie mówiłam nic, tylko patrzyłam. Dawid ciągnął dalej: „czuje się niesamowicie samotny, brakuje mi rozmów z drugim człowiekiem, dotyku..” Opis tego jak się czuł w danym momencie był dość długi. Uderzył mnie owy, gdyż właściwe opisywał to, jak ja się czułam w tamtej chwili.

Różnice naszych zewnętrznych powłok biły po oczach niemiłosiernie. Ja niby pełnosprawna, on niby niepełnosprawny. Lecz nasze odczucia były identyczne. Jesteśmy tylko ludźmi, czujemy tak samo. Ciała to tylko „obudowa”. Czułam się dokładnie tak samo jak on, niezrozumiana, niesamowicie samotna. I brakowało mi bardzo kogoś do kogo mogłabym się po prostu mocno wtulić i wypłakać. Poczuć się bezpiecznie.

Milczałam, zaczęłam słuchać uważnie. Dawid zauważył moje zasłuchanie i podjechał jeszcze bliżej. Kontynuował: „ludzie wytykają mnie palcami, śmieją się ze mnie, boją się mnie, a ja chcę tylko sobie z kimś pogadać”.  Po chwili, jeszcze w pół zamyślona, podjęłam próbę rozmowy z tym człowiekiem.

Niesamowicie mną wstrząsnął. Zanim podjechał, siedząc na tej samotnej ławce na Jasnych Błoniach miałam poczucie, że znajduję się w najczarniejszej d… najgorszego świata. Bo straciłam dobre możliwości pracy, bo się wypaliłam i wyczerpałam psychicznie. Bo jestem bezrobotna a moje fundusze finansowe malały nieuchronnie. Bo każda próba podjęcia pracy była dla mnie niesamowitym koszmarem. Bo jestem pod kontrolą kilku lekarzy, aby powrócić do psychicznej i fizycznej równowagi. Bo nie mam męża. Bo wszystko tuż przed trzydziestką się rozwaliło. I ogólnie wszystko jest masakrą, ja jestem beznadziejna, źle, niedobrze, okrutnie… Jedna wielka tragedia. Tak dopatrując się braków, niedoskonałości i straconych szans w moim życiu osiągałam coraz to wyższe poziomy zatracenia się w rozpaczy. Właściwie to byłam tuż przed osiągnięciem mistrzostwa w samo-pogrążeniu się w tragicznych wydarzeniach i wizjach.

Dawid rozwalając szybę, która dzieliła mnie ze światem chlusnął mi lodowatą wodą prosto w twarz.

Z jego rozmowy wynikało, że on nigdy nie bawił się na podwórku podczas dzieciństwa z innymi dziećmi. Nie wie co to berek i zabawa w chowanego. Nie budował zamku z piasku. Nidy nie był samodzielny i teraz jako dorosły człowiek też potrzebuje swojej mamy, która jest coraz starszą kobietą. On sam od urodzenia zmaga się z chorobą porażenia mózgowego; choroba ta nie pozwala mu nie tylko pracować ale praktycznie uniemożliwia normalne funkcjonowanie, czy swobodne wyrażanie siebie…

Słuchając jak walczy o każde następne słowo zaczęłam zastanawiać się, czego jeszcze Dawid nie doświadczył i nie zasmakował w przeciwieństwie do mnie.

Tak bardzo był spragniony obecności drugiego człowieka, że co chwila zmniejszał dystans między nami, ostatecznie zblokowała go ławka na której siedziałam. Po kilku wymienionych zdaniach wielokrotnie prosił, abym została jego przyjaciółką. Nie docierało do niego, gdy mówiłam, że aby nazwać kogoś przyjacielem potrzeba sporo czasu.

W którymś momencie zapytał czy mogłabym coś dla niego zrobić. Poprosił, czy mogłabym go chwycić za rękę? Popatrzyłam na niego i zdałam sobie sprawę, że ten człowiek bardzo długo z nikim nie rozmawiał. Skoro po kilku zdaniach ze mną winduje mnie do rangi przyjaciółki… Położyłam moją dłoń na jego dłoni i przez chwilę w milczeniu tak siedzieliśmy trzymając się za ręce. Ludzie, którzy przechodzili obok patrzyli się na nas jak na dziwolągów i w sumie ja czułam się dziwnie. To pewnie był minimalny ułamek tego odczucia, który musi czuć Dawid, gdy w parku wytykają go palcami.

Tuż przed końcem rozmowy Dawid stwierdził, że tak – jest szczęśliwym człowiekiem bo mieszka na parterze i może wyjechać na Jasne Błonia. Zna takich, którzy cały czas leżą w łóżku i nigdy nie wyszli na świeże powietrze. Tym stwierdzeniem wstrząsnął mnie jeszcze mocniej.

Rozmowa z nim była dla mnie wielkim darem. Rzucił na moją sytuację kompletnie inną perspektywę. W jednym momencie uświadomiłam sobie jak wiele posiadam i jak ogromna jest paleta bogactwa różnorakich przeżyć i przygód, które już doświadczyłam. Dzięki Dawidowi zaczęłam uczyć się widzenia tego co mam, co umiem i dostrzegania w sobie zalet. Choć wpadałam i wpadam nadal w pułapki starego, negatywnego myślenia o swojej sytuacji życiowej, otwieram też moje oczy, odrywam głowę od smartphona i zaczynam dostrzegać innych obok siebie.

Najcenniejsze co może otrzymać drugi człowiek to chwila uwagi, zainteresowania, obecność. Najważniejsze to być Człowiekiem dla drugiego Człowieka.

Do mnie wówczas, oprócz Dawida, nikt nie podszedł. A świat wokół wypełniony był ludźmi…

Dodaj komentarz