29 września 2016

Co się stało z fascynacją?!

Gdzie się ona podziała w naszych czasach? Gdzieś biegniemy. Nie wiemy już nawet za czym – byle szybciej, byle bliżej. A właściwie bliżej czego? Co jest tą ostateczną metą?…

Każdy – w pośpiechu lub nie – i tak dobiegnie do końca. Bez wyjątku. Nie ominie on nikogo. Bogatego, biednego, chorego, zdrowego…

A co z fascynacją? A po co nam ona! To zbędna cecha. Szkoda tracić na nią czas. Bo gdy się posiada fascynację, to trzeba kontemplować chwile, momenty, sytuacje i ludzi. Przebywa się wtedy na 100% w życiu, całym sobą. Sercem i umysłem. W związkach, w pracy, w działaniu, a nawet w relaksie. Ale kto by miał na nią czas?! I ochotę…

Może nieświadomie ją „odsprzedaliśmy” za jakieś inne cechy, chcąc na przykład przytłumić bruzdy naszej osobowości i naszych uczuć obojętnością? Niestety obojętność, czyli niereagowanie na świat, powoli, aczkolwiek konsekwentnie, przekształca się w znieczulicę. A w znieczulicy są 2 bieguny. Jeden negatywny, a drugi pozytywny. Oba mają tę samą nazwę – „Nic nie czujesz”. W pierwszym kontekście nie czujesz bólu, cierpienia, smutku i złości, w drugim zaś nie czujesz miłości, dobra, radości, pasji. Czy taki świat chcemy przekazać dzieciom? Zimny jak kamień świat – pozbawiony emocji, pasji, fascynacji? Naprawdę?

Ja jak zwykle lubię ubierać temat w historię, bo co, jak nie metafora czy bajka, trafia lepiej do rozbieganego umysłu? 🙂 Wyobraźmy więc sobie hipotetyczną historię, w której główną rolę gra nasz wnuczek lub nasza wnuczka… Rok 2115. W starym antykwariacie roi się od starych zwojów zamkniętych w szklane butelki… Za starą ladą siedzi stary człowiek. Podnosi wzrok powoli i patrzy na wchodzącego niepewnie przechodnia.

– Co chciałby Pan kupić?

– Fascynację – odpowiedział beznamiętnie młody człowiek.

– A po co ona Panu?

– Bo tracę żonę – odpowiedział znów beznamiętnie młody człowiek.

– Ile jednostek?

– Wystarczą dwie.

– Tylko dwie?

– Tak.

– Proszę. Może Pan swój zwój odbezpieczyć.

Młodzieniec sięgnął po korek i otworzył pierwszą butelkę.

– Jak tu jest pięknie, proszę Pana. Ile jest tu zebranych cudownych cech ludzkich! Czyżbyśmy naprawdę o nich zapomnieli? Nie wierzę. Ale ma Pan tu skarbnicę – powiedział młodzieniec z fascynacją.

– Jedna jednostka działa tylko 10 minut, proszę o tym pamiętać – powiedział człowiek za ladą.

– Oczywiście będę pamiętać – dodał jakby uskrzydlony młodzieniec, płacąc i wyskakując w pląsach ze sklepu.

Dotarł do domu tuż w porze obiadu. Przed wejściem odbezpieczył kolejną butelkę.

Przy stole siedziała zrezygnowana ONA. Jej wzrok był już pusty. Zawieszony w dali. Na kuchence tlił się jeszcze ogień. Pyszne danie przygotowane specjalnie dla niego. Wstała prawie automatycznie i bez cienia uśmiechu podała mu na perfekcyjnym talerzu perfekcyjnie smakujące danie.

– Ależ to jest pyszne – zachwycał się potrawą. – Dziękuję kochana, że jesteś, że wypełniasz swoją obecnością nasz dom. Fascynujesz mnie – mówił z coraz większą fascynacją.

Kobieta podniosła wzrok. W jej oczach błękitnych jak letnie niebo pojawiły się dwie wielkie krople.

– Dlaczego płaczesz, kochana? – spytał ze smutkiem.

– Znów kupiłeś dawkę fascynacji? – spytała zrezygnowana.

– Tak – odpowiedział szeptem.

– Tak jak rok temu i jak dwa lata temu i jak trzy lata temu… – odpowiedziała, spuszczając wzrok.

– Wiesz co? – dodała – ja nie chcę już tej Twojej nieprawdziwej fascynacji. Jeśli nie potrafisz wykrzesać z siebie prawdy, to zostaw mnie – dodała prawie szeptem.

– Prawda jest taka, że Cię kocham – dodał, próbując ją objąć.

– Miłość polega na bliskości – odpowiedziała w zadumie. Polega na wzajemnej fascynacji. Na wzajemnym docenianiu i na wsparciu. Nie tylko w moje urodziny – dodała, zakładając płaszcz i wychodząc z domu.

Mężczyzna długo siedział przy stole. Efekt kupionej u antykwariusza cechy dawno przeszedł, a on poczuł raptem sam z siebie fascynację.

Wyszedł z domu i pobiegł jej szukać. Niestety nigdzie nie mógł jej odnaleźć. Fascynacja za to z każdą utraconą chwilą rosła…

Błąkając się po mieście, trafił w końcu na ulicę koło starego antykwariatu i ku swojemu zaskoczeniu zobaczył przez okno stojącą w nim swoją żonę. Przybliżył się do uchylonych drzwi, żeby słyszeć rozmowę.

– To ostatnia dawka znieczulicy proszę pani. Wszyscy od kilku lat przychodzą tylko po nią. Jest Pani pewna, że chce pani akurat taką cechę?

– Tak proszę Pana.

– Dlaczego?

– Bo kocham męża i chcę się w końcu znieczulić. Bo bez jego fascynacji wszystko, co robię dla niego i dla nas, przestaje mieć sens – dodała w zadumie.

– Ale znieczulica, to jedyna cecha, która nie jest nietrwała. To znaczy, że zażywając ją, będzie Pani ją miała na zawsze.

– Jednak poproszę.

– Widzę, że ma Pani piękną fascynację. Może Pani nią zapłacić.

– Proszę bardzo. Do niczego mi ona nie jest już potrzebna. Ludzie nie reagują na moją samotną fascynację. Niech sobie ją Pan weźmie.

– Proszę dmuchnąć.

Kobieta dmuchnęła w szklaną butelkę ze zwojem papieru. Sprawne ręce starca zakorkowały fascynację.

– Piękna – rzekł, potrząsając butelką. Po czym podał kobiecie butelkę ze znieczulicą.

Kobieta drżącymi dłońmi odbezpieczyła opakowanie, biorąc w tym samym czasie długi i głęboki wdech.

Wyszła ze sklepu, mijając swojego osłupiałego męża.

–  A, to ty? – powiedziała beznamiętnie.

– Chodź do domu kochanie – młody mężczyzna, któremu narodziła się prawdziwa fascynacja, próbował wziąć kobietę za rękę.

– Przecież idę – powiedziała zrezygnowana, wysuwając z jego ręki swoją zimną dłoń.

Po chodniku przechodzili ludzie. Tacy jak ona. Beznamiętni i zimni. I tylko w nim tliła się prawdziwa fascynacja. Chciał biegać i skakać, i tańczyć, i śpiewać, i komplementować wszystkie napotkane osoby. Zewsząd otaczała go jednak tylko cisza i potworna znieczulica.

Przyszli do domu razem, ale osobno. On z fascynacją przygotował dla niej kolację, którą ona zjadła beznamiętnie.

– Dlaczego to zrobiłaś? – spytał ją szeptem.

– Bo nie chciałam dłużej cierpieć – odpowiedziała zgodnie z prawdą, a jej oczy przypominały już tylko chłodne niebo pozbawione blasku gwiazd.

– Dokąd dotarliśmy jako ludzkość? – powiedział, zwieszając głowę.

– Czyż to nie tak miała wyglądać doskonałość? Wyeliminowaliśmy cierpienie. Nie smucę się, nie złoszczę. Jest mi wszystko obojętne – odpowiedziała bez cienia smutku.

– Tak, ale to nie jest życie! – krzyknął pierwszy raz od lat i wręcz przeraził się mocy swojego głosu, bo zaczęła rodzić się w nim pasja.

– Próbowałam Ci to powiedzieć na wiele sposobów – niestety nie widząc rezultatów, postanowiłam być taka jak reszta.

– I jak ci z tym? – powiedział z troską w głosie.

– Nie wiem – odpowiedziała zgodnie z prawdą. – Bo przestałam czuć – dodała.

Następnego dnia mężczyzna z bólem mijał przechodniów, bo oprócz fascynacji i pasji zrodziła się w nim miłość, empatia, zrozumienie, a zaraz przyszła kolej na smutek i żal.

Nie mógł wytrzymać tylu emocji i tylu nowych doznań. Znów udał się do starego antykwariatu.

Wszedł zdecydowanym krokiem i zastał starego człowieka pakującego ostatnie zwoje do wielkiego pudła.

– Co Pan robi? – spytał z nieukrywaną ciekawością.

– Zwijam interes, proszę Pana – odpowiedział sprzedawca.

– Bo ja chciałem znieczulicę kupić – powiedział młodzieniec drżącym głosem, wybuchając przy tym głośnym płaczem.

– A dlaczego?

– Bo kocham żonę.

– To niech sobie ją Pan dalej kocha, proszę pana. Naturalnie. Bo mi się skończyły wszystkie porcje znieczulicy. Nowej nie będzie.

– Co ja teraz zrobię! – wykrzyknął przerażony mężczyzna.

– Nic. Będzie Pan żył i być może przy odrobinie szczęścia uda się panu rozpalić w innych sercach prawdziwy płomień, czego Panu bardzo serdecznie życzę – powiedział miły staruszek, znikając bezszelestnie za drewnianymi drzwiami.