23 września 2016

Medytacja. Krótko i węzłowato.

Często pada „to” pytanie: Po co właściwie ta cała medytacja?

Procesy, jakie zachodzą w umyślę, są wielopłaszczyznowe, chociaż z zewnątrz wydaje się, że nic nie robisz. No właśnie. Nie robisz. Wchodzisz w stan bycia, nie działania… A w tym stanie zachodzą różne ciekawe procesy. Zaczynasz zauważać swój świat wewnętrzny, a dzięki temu zmienia się postrzeganie Twojej rzeczywistości. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmienia się coś w Tobie. Ta zmiana z kolei powoduje, że świat zewnętrzny też zaczyna być inny. I w sumie nie jest to do końca „zmiana” – dalej jesteś sobą, może nawet bardziej niż kiedykolwiek. Oczywiście jest to proces, który przebiega powoli. Dlatego do praktyki medytacji potrzebna jest cierpliwość i konsekwencja, tak jak przy sadzeniu ziarenek, z których wyrośnie kiedyś wielkie drzewo. Bez pomocy deszczu, ziemi i troski ogrodnika ziarenka zostaną na zawsze tylko nasionkami ukrytymi na dnie Twojej szafki, zostaną czystym, lecz niewykorzystanym potencjałem. Medytacja jest taką właśnie ziemią, deszczem i troską, dzięki którym zaczynasz rozkwitać, ukazując sobie i światu coraz to nową odsłonę. Transformujesz się od środka. Powoli i konsekwentnie. Jak nasiono, z którego na początku wyrasta maleńki kiełek, potem małe drzewko, potem dorodne drzewo. Drzewo, które na koniec samo może dać owoce.

Medytacja uważności zwiększa więc zrozumienie siebie samego i świata zewnętrznego. Celem medytacji jest zrównoważony, stabilny, czysty i przejrzysty a przede wszystkim zrelaksowany umysł. Umysł jest niezbędnym narzędziem do życia, ale tylko narzędziem, a nie władcą ciągnącym nas w swoje sidła i nieprawdziwe interpretacje rzeczywistości. Dzięki medytacji uważności wychodzimy powoli z pomieszania, w którym tkwimy. Pomieszania idei, hipotez, a nawet myśli, emocji i uczuć. Porządkujemy umysł. Zaczynamy widzieć bardziej to, co jest, a nie to, co nam się wydaje, że jest. Wychodzimy z nawyku. Ze schematu. Z klatki, która opasuje nas szczelnie od środka.

Zaczynamy zauważać różne nieprawdziwe interpretacje rzeczywistości, fantazje i wyobrażenia umysłu. Zaczynamy zauważać ciągłe ruminacje umysłu – czyli myślenie w kółko na każdy, dowolny temat. Zaczynamy zauważać nieustanne dialogi wewnętrzne, wieczne analizy i porównania, które prowadzą nas do lęków, ataków paniki, stresu, agresji czy do depresji. Ogólnie rzecz ujmując – do pomieszania umysłu. W najlżejszym przypadku mamy wieczne poczucie niepokoju bądź irytacji, a każdy najlżejszy bodziec wyprowadza nas z równowagi. Medytacja pozwala zauważyć to wszystko, co dzieje się w przestrzeni naszego własnego umysłu. Zaczynamy zauważać również własne automatyzmy i z czasem, powoli zaczynamy reagować adekwatnie do sytuacji, nie nawykowo. Nasz mózg fizycznie się zmienia. Niby nic nie robimy, a fale mózgowe ulegają zmianie. Powoli zaczynają układać się w optymalny wzór. Umysł porządkuje się. Zaczynamy działać świadomie.

Wraz z praktyką poprawia się samopoczucie psychiczne i fizyczne. Uczymy się odpuszczać. Umysł relaksuje się, ciało również. Odchodzi więc wiele bóli psychosomatycznych, za które odpowiedzialny był stres i wieczne napięcia spowodowane biegiem w nieskończoność donikąd. Poprawiają się nasze relacje, bo zaczynamy zauważać siebie i innych. Zaczynamy troszczyć się o siebie i o najbliższych. Zaczynamy zdawać sobie sprawę z upływu czasu, dlatego powoli transformuje się nasze życie. Zaczynamy więcej uwagi poświęcać rzeczom ważnym. Doceniamy chwile z ludźmi, którzy są, bo zaczynamy widzieć przemijalność wszystkiego. Przestajemy bać się kochać, czy troszczyć się o to, co dla nas najcenniejsze. Przestajemy toczyć wojny o nieważne poglądy, które i tak do końca nie są nasze. Pozwalamy chwili trwać, bo już wiemy, że nie będziemy żyć wiecznie i dzięki tej świadomości osadzamy się w teraźniejszości. A wieczorem, kiedy idziemy spać, uśmiechamy się do siebie, patrząc na nasz spędzony dzień jak na dobry film. Film, w którym podjęliśmy świadome decyzje, w którym świadomie wybraliśmy między wieloma, niekiedy sprzecznymi, opcjami. I te decyzje i wybory były dobre, nie tylko dla nas. Podejmując je, potrafiliśmy również dostrzec z pełną odpowiedzialnością, zrozumieniem i empatią innych. Zrozumieliśmy drugiego człowieka, jego potrzeby, jego wizje. Potrafiliśmy słuchać i słyszeć. Czuć i przeżywać. Być… I jak tak w retrospekcji patrzymy na nasz dzień, to czujemy, że jest dobrze. Że świat pomimo wszystko jest dobry. I bez żadnego stresu, poczucia winy, lęku czy upchanej w podświadomości złości zasypiamy słodko jak dziecko. W beztrosce. W końcu.

I to jest prawdziwa medytacja. Życie. Nie tylko siedzenie na poduszce z wygiętymi dziwnie kolanami. To stan umysłu. I tak, jak drzewo z nasionka staje się drzewem, Ty w końcu stajesz się w pełni człowiekiem. Nie żebyś wcześniej nim nie był, po prostu zaczynasz to zauważać i zaczynasz reagować jak człowiek. Nie musisz już być perfekcyjny i idealny. Odpuszczasz. Wystarczający jest sam fakt, że jesteś dobry.

Czy medytacja jest prosta? Nie. Bo potrzebujesz konsekwencji, o którą ciężko w naszych czasach. Czy medytacja jest trudna? Też nie. Bo masz siebie cały czas i możesz zacząć choćby dziś. Jeśli chcesz zacząć, zapraszam na medytację uważności do Szkoły Szczęścia. A jeśli chcesz poczytać o tym, jakie zmiany powoduje i jak wpływa na życie, zachęcam do poczytania relacji uczestników badania „Medytacja365”, projektu w którym siedem osób medytuje codziennie od października 2015: www.szkolaszczescia.com.pl/medytacja-365-relacje-uczestnikow/