24 sierpnia 2016

Słowo od redaktor naczelnej – nr2

Dziś oddaję w Twoje ręce drugi numer magazynu o szczęściu. I mogłabym napisać, że jest to tak naprawdę magazyn o świadomości, a szczęście jest niejako jej efektem ubocznym. Bo czyż można mieć prawdziwe szczęście bez świadomości właśnie? Świadomości przemijalności czasu, relacji z innymi, siebie, swoich celów, swoich marzeń czy życia, w jakim przyszło Ci żyć?

Ale czym jest świadomość? Wiedzą. „Jestem świadomy, czyli wiem. Nie jestem świadomy, czyli nie wiem”. Jak więc uzasadnić Twoje działanie? Wiesz, że chcesz zrobić „coś”, a tego nie robisz. Wiesz, że chciałbyś być kimś konkretnym z zawodu, a jesteś kimś innym. Wiesz, że chciałbyś mieć psa, a kupiłeś kota. Wiesz, że lubisz jabłka, a kolejny raz w warzywniaku wybrałeś gruszki. Dlaczego? Z przyzwyczajenia. Z nawyku. Bo sama świadomość to nie wszystko. Trzeba jeszcze wnikliwości i uważności naukowca, który chce znaleźć odpowiedź na zadane pytanie. Tylko w życiu problemem nie są odpowiedzi, a pytania. Stawiamy w kółko niewłaściwe pytania i dostajemy w konsekwencji zawsze niewłaściwe odpowiedzi.

Na koniec żyć nam się nie chce. Chcemy okopać się w bezpiecznej głębinie swojej kołderki i przespać życie.

A jeśli życie mamy jedno? Dlaczego je tracić? Dlaczego nie zrobić czegoś na miarę naszej własnej wewnętrznej rewolucji? Spojrzeć krytycznym okiem nie na świat, tylko na siebie. To nie świat oszalał, tylko my, ludzie. To nie oni. To ja. A jaki jest świat w momencie gdy wyłączysz telewizor, Facebooka i inne tego typu „akcesoria” teraźniejszości? Piękny! Zobacz – przyszła wiosna, która kusi kolorami, lato które upaja zmysły dojrzałymi owocami, jesień która zachęca do autorefleksji, zima która swoją bielą przypomina bajkę i wieczny świat dziecka. Obruszysz się i powiesz: „Ale świat jest też brzydki”. Gdzie? Spytam. Idziesz do lasu. Tam wszystko jest poukładane, nawet jak nie jest, to jest… Każda rzecz ma swoje miejsce, nawet stare, zwalone drzewo. Zapętliliśmy się, to wszystko, trzeba się tylko „odpętlić”, łagodnie spojrzeć na świat i na siebie. Zauważyć, że szczęście może być wszędzie. A przede wszystkim w Tobie. I w rzeczach błahych, prawie banalnych, w tych, które są tu od zawsze. Jest ukryte w porannej kawie, w rozmowie z przyjacielem, w uśmiechu twojego dziecka, nawet jeśli dorosło już i samo ma własne dzieci. Jest też ukryte w obiedzie i w myciu naczyń. Bo jeśli zmywasz dużo naczyń, to znaczy, że masz dom i że masz dla kogo przygotowywać posiłki. Czyż to nie jest szczęście?… Może być. Jeśli będziesz świadomy. I uważny. Wtedy szczęście wynikające z tętniącego w Tobie życia możesz znaleźć w każdej czynności, każdej relacji, każdej decyzji. Bo szczęście to stan umysłu, a nie cel, do którego znów psychotycznie powinieneś dążyć. Aż do utraty tchu. Jeszcze nikomu nie dało prawdziwego szczęścia samo posiadanie, zdobywanie czy dążenie. W tym numerze przyjrzymy się więc pojęciu motywacji, a co za tym idzie powiązanemu zagadnieniu, czyli sukcesowi. Czym jest ten upragniony przez wszystkich sukces?

Obserwując siebie, mogłabym powiedzieć, że jakością szkoleń lub ilością uczestników, lub liczbą napisanych przeze mnie tekstów, wydanych książek, namalowanych obrazów itd. itp. Biegłam, dobiegłam. I co? I nic. Pustka i tak mnie dopada i to dokładnie na szczycie. Od tych sukcesów układ nerwowy napięty do granic wytrzymałości wariuje. Owszem, rośnie poczucie własnej ważności, ale wcale nie wzrasta poczucie własnej wartości… A może sukcesem jest inne spojrzenie na to samo, co było tu od zawsze? Teraz w ten właśnie sposób odbieram sukces. Sukcesem jest dla mnie więc chwila, w której zamiast zareagować nawykowo zauważam schemat i świadomie działam inaczej. Nie żeby robić coś wbrew. Nie żeby walczyć i stawiać w stosunku do czegoś opór. Wybieram po prostu inne działanie niż to, do którego byłam przez lata przyzwyczajana, powtarzając wciąż na nowo pewne zachowania, które w końcu stały się nawykiem. Które wgryzły się w moje jestestwo mocno, przylgnęły do mojej osobowości, i z którymi tworzę prawie nierozłączny twór. I w tym słowie „prawie” znajduję lukę. Badam przestrzeń i świadomie ją poszerzam. Czy muszę być apodyktyczna w stosunku do mojej sześcioletniej córeczki? Nie, nie muszę. I jeśli chociaż raz, jedyny raz, uda mi się na nią nie nakrzyczeć, podczas gdy innym razem poszłaby nieświadoma lawina, na którą nie miałabym wpływu, to uważam, że to jest właśnie prawdziwy mój sukces. Bo w ten sposób zmieniam swoje człowieczeństwo. I jeśli raz mi się uda, to może i kolejny. Wtedy zdecydowanie wzrasta moje indywidualne i bardzo subiektywne poczucie własnej wartości. Zaczynam czuć się lepiej nie tylko ze sobą, ale i z innymi. Rodzi się empatia. Rodzi się inny rodzaj człowieka.

I to jest szczęście według mnie. Szczęściem jest też bycie życzliwym i miłym dla innych. Jeśli mogę, to dlaczego nie miałabym być? Przecież to tylko kwestia mojego wyboru. To nic nie kosztuje… Ogromnym szczęściem jest też mówienie „Kocham Was” rodzicom, póki są. Szczęściem jest również wyrażanie miłości w stosunku do męża, córeczki, przyjaciół. Docenianie ich, chwalenie, podziwianie. Bo w każdym z nas tkwi talent, trzeba to tylko zauważyć… Jeśli więc naszym czasopismem choć w niewielkim stopniu zainspirujemy Cię do autorefleksji i do innego spojrzenia na swoje życie, w konsekwencji czego i Ty zmienisz choć maleńką, drobną część siebie w kierunku bycia lepszym człowiekiem, to dla mnie osobiście będzie olbrzymie szczęście. Bo to będzie oznaczać, że moja sześcioletnia córeczka, jak dorośnie, będzie żyła w lepszym świecie. I można byłoby powiedzieć, że jestem niepoprawną marzycielką, ale jak mówi w swojej piosence „Imagine” John Lennon – „możesz powiedzieć, że jestem marzycielem, ale nie jestem jedyny”…

Redaktor naczelna

Dorota Kościukiewicz-Markowska